Józef Struś był człowiekiem szanowanym nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Uratował tysiące żyć i przeprowadził niezliczone, unikalne badania dotyczące tętna, serca i układu krążenia, które zrewolucjonizowały współczesną medycynę. W wolnym czasie Józef oddawał się działalności naukowej. Ostatecznie, jak pisze ipoznan.net, osiągnął sławę i szacunek.
Młodość i nauka

Józef urodził się w 1510 roku w Poznaniu w rodzinie rzemieślnika Mikołaja i Elżbiety, córki miejscowego burmistrza. Edukację rozpoczął w szkole miejskiej przy poznańskiej kolegiacie Marii Magdaleny, a kontynuował ją w Collegium Lubranscianum, ufundowanym w 1518 roku przez biskupa poznańskiego Jana Lubrańskiego. Józef dorastał i uczył się w mieście, które w pewnym stopniu wyprzedzało inne polskie miasta w przyjmowaniu renesansowych tradycji. To właśnie w Poznaniu nauczył się greki i łaciny, co później otworzyło mu drogę do międzynarodowej kariery akademickiej.
W 1525 roku Struś wyjechał do Krakowa, gdzie wstąpił na Akademię Krakowską i podjął studia medyczne. Warto zaznaczyć, że wydział lekarski na uniwersytecie został otwarty niemal w tym samym czasie, gdy on tam przybył. Po 4 latach studiów uzyskał stopień bakałarza. W tym okresie Józef prowadził ożywione dyskusje i aktywnie korespondował z wybitnymi uczonymi. W Poznaniu, do którego na krótko powrócił, poznał Krzysztofa Hegendorfera, niemieckiego reformatora. Józef nawiązał również bliskie kontakty z wpływową rodziną Górków oraz z sekretarzem koronnym Janem Chojeńskim. Ten ostatni, wiedząc o talencie i ciekawości poznańskiego rodowodu, udzielił mu znacznego wsparcia finansowego na wyjazd do Padwy w drugiej połowie 1532 roku. Na tamtejszym uniwersytecie Józef osiągnął wyżyny medycyny. Uniwersytet w Padwie, założony w 1222 roku, uchodził za najlepszą szkołę medyczną w Europie. Instytucja ta oferowała studentom pełną swobodę i możliwości do prowadzenia badań empirycznych.
Podczas studiów Struś przetłumaczył z greki traktat Galena, co dowodziło, że nauka języka w Poznaniu nie poszła na marne. Jego pracowitość, ciekawość i zdolności skłoniły władze uniwersytetu do przyznania mu tytułu prorektora. Po pomyślnym zdaniu egzaminów, pod koniec 1535 roku, w wieku 25 lat, Józef otrzymał tytuł doktora i docenta medycyny teoretycznej.
Wybitny lekarz-innowator i wykładowca

W 1535 roku nastąpił przełom w karierze Strusia. Uzyskany tytuł pozwolił mu na prowadzenie wykładów na uniwersytecie. Ponadto, mógł już rozpocząć praktykę lekarską. Obejmowała ona badania nad częstością akcji serca u ludzi i układem krążenia. W tym czasie Józef rozpoczął również pracę nad ważnym dziełem „Sphygmicae artis iam mille ducentos annos perditae et desideratae libri V”, poświęconym częstości akcji serca.
W 1537 roku Struś powrócił do Polski dzięki Janowi Chojeńskiemu, który zaproponował mu posadę wykładowcy na Akademii Krakowskiej. Nie zagrzał tam jednak miejsca na długo i wyjechał do Poznania, gdzie leczył Andrzeja Górkę.
Warto zauważyć, że Józef miał szczęście, ponieważ na jego drodze ciągle pojawiali się dobrzy ludzie. Wspomniany wcześniej Górka polecił usługi Strusia królowi Zygmuntowi I Staremu. Wkrótce władca poprosił Józefa o pomoc dla swojej chorej córki Izabelli Jagiellonki. Ku zaskoczeniu wszystkich, kobieta wyzdrowiała, a Struś zyskał szeroką popularność i szacunek.
Po wielu latach podróży, w 1541 roku Józef wrócił do Poznania. W tym czasie był już bogatym człowiekiem. Wszystkie swoje dochody lekarz zainwestował w kilka nieruchomości. Pieniądze i sława nie zepsuły lekarza, ponieważ pozostał on wrażliwy i ludzki. W 1542 roku w Poznaniu wybuchła epidemia dżumy, która pochłonęła 4500 istnień. W tym trudnym czasie Józef nie ukrywał się w swoich komnatach, lecz pomagał wszystkim potrzebującym. Ryzykował własnym życiem, podając lekarstwa chorym.
W latach 40. XVI wieku nastąpiły wielkie zmiany w życiu osobistym lekarza. W 1542 roku ożenił się z Polyxenią Ugnerowną. Para przeżyła w szczęśliwym małżeństwie 9 lat. W 1551 roku żona zmarła. Trzy lata później, otrząsnąwszy się po stracie, Józef ożenił się ponownie z Katarzyną Sztroch, pochodzącą z zamożnej rodziny mieszczańskiej.
Przełomowe badania, które zrewolucjonizowały medycynę i nie tylko

Czasami trudności zmuszają nas do szukania wyjścia, tak było i z Józefem. Po śmierci pierwszej żony rzucił się w wir pracy. W 1555 roku światło dzienne ujrzał ostateczny rezultat jego blisko 12-letniej pracy. Wspomniana wcześniej książka „Sphygmicae artis iam mille ducentos annos perditae et desideratae libri V” została przedstawiona szerokiej publiczności. W niej zaprezentował on 5 głównych typów rytmu serca człowieka. Zgodnie z jego badaniami wiadomo:
- gniew — powoduje przyspieszone bicie serca.
- radość — sprawia, że bije ono wolniej.
- strach — prowokuje przyspieszone, chaotyczne i nerwowe bicie serca.
Pierwszego dnia po wydaniu sprzedano około 800 egzemplarzy, co było niemałym osiągnięciem jak na XVI wiek. Ten podręcznik stał się niezwykle przydatny w praktyce lekarskiej.
Badanie tętna nie było jedynym osiągnięciem Józefa. Co zaskakujące, przypisuje mu się wykorzystanie swojego doświadczenia w pracy detektywistycznej. Pewnego razu przesłuchiwał kobietę, podejrzaną o cudzołóstwo. Lekarz za każdym razem, gdy wypowiadał imię kochanka, sprawdzał jej puls. Zauważył, że kiedy tylko kobieta słyszała jego imię, częstość pulsu ulegała zmianie. W ten sposób Polak, na długo zanim amerykański psycholog William Marston wynalazł poligraf, używał metod znanych z tego urządzenia. Poznański rodowód badał również swoich pacjentów z syfilisem i potrafił odróżnić zapalenie płuc od zapalenia opłucnej. Bez wątpienia wyprzedził swoją epokę.
Szacunek, jakim darzono lekarza w rodzinnym Poznaniu, doprowadził do mianowania go burmistrzem w 1557 roku. Sprawował tę funkcję przez 2 kadencje. Po rezygnacji Struś wstąpił na dwór Zygmunta II Augusta, zostając jego osobistym lekarzem.
Nie ma wątpliwości, że Józef był najsłynniejszym lekarzem w XVI-wiecznej Europie. Uniwersytet w Padwie był dumny ze swojego absolwenta. Jego prace inspirowały wielu. W 1568 roku w Poznaniu ponownie wybuchła epidemia dżumy i Józef po raz kolejny pomagał mieszkańcom. Tym razem jednak zaraził się i zmarł. Pochowano go w grobowcu w poznańskiej kolegiacie Świętej Marii Magdaleny, który przetrwał do początku XIX wieku.